Dziś gdy wszyscy świętują, ja cierpię. Mam tego dość. Tej samotności, tej nudy i patrzenia lub słuchania jak inni się świetnie bawią. Rzygać mi się chcę tym wszystkim. Wróciłem z Polski B do mojej (cenzura) wsi, gdzie znam de facto 1 osobę. A teraz za kilka dni muszę wrócić na moją "kochaną" uczelnię, której mam dość już po tych 3 miesiącach. No i oczywiście zbliża się czas zaliczeń, a ja wszystko zacząłem, ale jeszcze niczego nie skończyłem. Gdy myślę o kilku równie "kochanych" ćwiczeniowcach to aż żałuję, że czas tortur się skończył. Warto wspomnieć jeszcze o kolejnym Big Teście 15 stycznia... I jak to wszystko ogarnąć?
Niestety tracę nadzieję na normalne życie.
De profundis clamo...
piątek, 31 grudnia 2010
wtorek, 28 grudnia 2010
Moje zdanie w sprawie nadużyć seksualnych.
Dużo zostało już powiedziane w tym temacie. Popłynęło wiele słów krytyki, a także podziękowań w ciągu tego roku dla Benedykta XVI za jego działania w naprawieniu tej wielkiej rany Kościoła. Ja się nie wypowiedziałem aż do tej pory, gdyż dla mnie ta sprawa budziła potrójny niesmak i oburzenie, jednakże dziś, oglądając film na romereports.com w którym na 2 pozycji w najważniejszych wydarzeń tego roku umieszczone zostało "szukanie rozwiązań" sprawy nadużyć seksualnych popełnianych przez księży.
Po pierwsze, moje oburzenie zostało spowodowane tragicznym stanem kapłaństwa. Niewiarygodne jest, że tak wiele osób zagubiło całkowicie świadomość, nawet nie tyle kim jest kapłan, ale kim jest człowiek.
Po drugie, całą sytuacje wykorzystali ludzie pragnący mieć kobiety "na legalu" zamiast kryć je po kątach i zaczęto idiotyczną dyskusję o konieczności zniesienia celibatu. Czy to celibat był winny temu, że księża molestowali, w przeważającej większości, chłopców? Przecież gdyby chodziło o normalne rozładowanie napięcia seksualnego, poszliby do prostytutki. Ale kto by się przejmował tym "niuansem"...
Po trzecie, co ma bezpośredni związek z materiałem autorstwa romereports.com, moją niezwykłą irytację wzbudza niemoc Ojca Świętego. Doskonale rozumiem, że po 40 latach samowolki hierarchów wprowadzenie dyscypliny wymaga kilku(nastu) lat, ale nie widzę powodów, żeby szukać nowych sposobów rozwiązania problemu. Istnieją one od dawna, a nazywają się suspensa i ekskomunika. Warto byłoby przypomnieć wiernym, że papież to nie tylko dobrotliwy Ojciec, który chwali, ale to także Pasterz, który dzierży w swym ręku pastorał - laskę, która przypomina o tym, że Jego nieodłącznym zadaniem jest karcić wrogie, nieposłuszne owce i przepędzać wilki.
Módlmy się za Ojca Świętego o odwagę w podejmowaniu stanowczych decyzji a także o posłusznych kapłanów, których Kościół szczególnie teraz potrzebuje.
Po pierwsze, moje oburzenie zostało spowodowane tragicznym stanem kapłaństwa. Niewiarygodne jest, że tak wiele osób zagubiło całkowicie świadomość, nawet nie tyle kim jest kapłan, ale kim jest człowiek.
Po drugie, całą sytuacje wykorzystali ludzie pragnący mieć kobiety "na legalu" zamiast kryć je po kątach i zaczęto idiotyczną dyskusję o konieczności zniesienia celibatu. Czy to celibat był winny temu, że księża molestowali, w przeważającej większości, chłopców? Przecież gdyby chodziło o normalne rozładowanie napięcia seksualnego, poszliby do prostytutki. Ale kto by się przejmował tym "niuansem"...
Po trzecie, co ma bezpośredni związek z materiałem autorstwa romereports.com, moją niezwykłą irytację wzbudza niemoc Ojca Świętego. Doskonale rozumiem, że po 40 latach samowolki hierarchów wprowadzenie dyscypliny wymaga kilku(nastu) lat, ale nie widzę powodów, żeby szukać nowych sposobów rozwiązania problemu. Istnieją one od dawna, a nazywają się suspensa i ekskomunika. Warto byłoby przypomnieć wiernym, że papież to nie tylko dobrotliwy Ojciec, który chwali, ale to także Pasterz, który dzierży w swym ręku pastorał - laskę, która przypomina o tym, że Jego nieodłącznym zadaniem jest karcić wrogie, nieposłuszne owce i przepędzać wilki.
Módlmy się za Ojca Świętego o odwagę w podejmowaniu stanowczych decyzji a także o posłusznych kapłanów, których Kościół szczególnie teraz potrzebuje.
piątek, 24 grudnia 2010
Puer natus est.
Lux in tenebris lucet. (J 1,5)
Benedicat vobis Christus, Verbum, qui caro factum est, diebus omnibus vestrae vitae.
Deus de Deo, Lumen de Lumine, Deus verus de Deo vero descendit de caelis per nostram saltutatem!
Gloria in excelsis Deo et in terra pax hominibus bonae voluntatis!
Życzę wszystkim wielu łask Nowonarodzonego na każdą nanosekundę życia.
Mój świąteczny pesymizm.
Dzisiaj, w Wigilię, zamiast cieszyć się, popadam w coraz to gorszy humor. W radiu słyszałem, że polska ambasada w Londynie wyśle kartki bez żadnych świątecznych ornamentów, gdyż "w Polsce mieszka wiele osób różnych wyznań". Kolejni ludzie ulegli "politycznej poprawności". Czytając biografię Arcybiskupa ciągle myślę o misjach katolickich i tym co się dzieje na terenach misyjnych. Myśląc o rosnących wpływach islamu mam przed oczami urywek TVNowskiego programu, w którym po kryjomu promowano islam. Na dodatek heretyk abp Zolltisch, który zanegował Ofiarę krzyżową Jezusa twierdząc, że nie jest ona faktem, a jedynie historią mającą na celu pocieszenie ludzi (więcej na: http://gloria.tv/?media=25210 - angielski) nadal jest przewodniczącym Episkopatu Niemiec. Co więcej patrząc na podsumowanie roku na wiara.pl przeczytałem o dokumencie Omnium in mentem. Mnie się kiedyś ledwo obiło o uszy że takie coś istnieje, a wielu ludzi pewnie w ogóle o nim nie wie. Oczywiście nie jest to jakiś niesamowicie ważny dokument Papieża, ale sam fakt, że niewielu o nim wie świadczy o tym, że promocja dokumentów papieskich leży i kwiczy... I pomyśleć, że w 1937r. encyklikę papieża Piusa XI Mit brennender Sorge potajemnie wwożono do Rzeszy i odczytywano we wszystkich kościołach...
W najbliższych dniach opublikuję moje tłumaczenie Omnium in mentem, gdyż jeszcze nie ma polskiej wersji tego tekstu. Będę także publikował teksty papieskie lub podawał odsyłacze do nich.
W najbliższych dniach opublikuję moje tłumaczenie Omnium in mentem, gdyż jeszcze nie ma polskiej wersji tego tekstu. Będę także publikował teksty papieskie lub podawał odsyłacze do nich.
środa, 22 grudnia 2010
Stirner - pan XXI w.
Max Stirner żył w I poł. XIXw. Nie jest tak znany jak Nietzsche, aczkolwiek gdyby się kiedykolwiek spotkali, to na pewno znaleźliby wspólny język. Zainteresowałem się nim i jego kontrowersyjnymi poglądami podczas omawiania Zbrodni i kary F. Dostojewskiego, gdyż echa owej filozofii są obecne w działaniach głównego bohatera - Rodiona Raskolnikowa. Oczywiście, jak wielu filozofów XIX wieku, był on ateistą. Jest często nazywany ojcem anarchizmu. Co więcej, i to zainteresowało mnie najbardziej, głosił fałszywość i bezsens wszelkich religii i systemów moralnych oraz stworzył pojęcie tzw. "związku egoistów". Zajmę się obydwoma tymi aspektami.
Po pierwsze, wg Stirnera wszelkie wyrzuty sumienia spowodowane moralnymi pobudkami są rzeczą niedorzeczną. Nie ma dobra i zła, jest tylko zwycięstwo lub porażka i tylko w przypadku klęski nasze wyrzuty są usprawiedliwione. Czy więc możemy w świetle poglądów Stirnera zadręczać się z powodu zabójstwa, kradzieży, czy gwałtu, gdy taki przyjmujemy sobie cel? Nie, chyba że przez nasze ułomności (takie jak na przykład wrażliwość, współczucie, czy po prostu szacunek do drugiej osoby) nie potrafilibyśmy owego celu osiągnąć. Ten pogląd obrazuje bardzo dobrze stosunek Filozofa do wszelkiego ustalonego porządku (nie ważne, czy Bożego, czy też czysto ludzkiego). Każda instytucja, nie ważne czy Kościół, czy państwo, stawia ograniczenia, które osłabiają wolną wolę człowieka i utrudniają dążenie do swoich celów, a więc są czymś wrogim. A gdy coś jest wrogie, należy się tego pozbyć.
Drugim aspektem, który chciałbym omówić, a który niewątpliwie łączy się z pierwszym jest "związek egoistów". To pojęcie zostało stworzone, aby zobrazować filozofię Stirnera dotyczącą relacji społecznych. Zestawił on dwa pojęcia, które się wręcz wykluczają: "związek" i "egoistę". Pierwsze, jakby się mogło wydawać, wyklucza całkowity egoizm, gdyż, aby się związać w jakikolwiek sposób z człowiekiem musimy pójść w pewnych kwestiach na kompromis. Bycie egoistą natomiast oznacza niechęć do jakichkolwiek kompromisów. Jak pogodził to Stirner? Bardzo prosto. Stwierdził, że ludzie powinni wchodzić w relacje z innymi tylko dla własnych korzyści, a gdy uznają, iż dany związek nie przynosi im więcej szeroko pojętego zysku, powinni go rozwiązać bez żadnych konsekwencji.
To wszystko tworzy wizję świata bardzo zimnego, pozbawionego emocji, bez zasad. Dlaczego piszę o tym ponad 150 lat od śmierci Maxa Stirnera, ojca anarchizmu? Nawet nie dlatego, że jego poglądy są nadal bardzo żywe w niektórych kręgach. Piszę to, gdyż jego wizja świata się ziszcza. Widać to zwłaszcza w życiu rodzinnym. Rozwody stają się coraz bardziej powszechne, coraz więcej jest półsierot. Ludzie szukają tylko własnych przyjemności. I wpływa to także na mnie. Przestałem wierzyć w prawdziwą miłość "po grób".
Tak Filozofie, dokonałeś tego. Kolejna osoba zwątpiła w istnienie tego uczucia. Zwątpiła, że jest ktoś, która może ją pokochać aż do końca i trwać bez względu na okoliczności. Tym razem tą osobą jestem ja. Oczywiście widzę ludzi zakochanych, szalejących za sobą i nie mogę zaprzeczyć, że coś ich do siebie ciągnie. Jednakże jestem przekonany, że 99% tych ludzi się rozejdzie po kilku latach, jeśli nie miesiącach. Nie potrafię uwierzyć, że trafię na kobietę, z którą będziemy cząstką tego 1%, że nie zdradzi mnie ani razu przez całe życie i wątpię że zdołam swoje przekonanie zmienić...
Sic transit fides hominis...
Po pierwsze, wg Stirnera wszelkie wyrzuty sumienia spowodowane moralnymi pobudkami są rzeczą niedorzeczną. Nie ma dobra i zła, jest tylko zwycięstwo lub porażka i tylko w przypadku klęski nasze wyrzuty są usprawiedliwione. Czy więc możemy w świetle poglądów Stirnera zadręczać się z powodu zabójstwa, kradzieży, czy gwałtu, gdy taki przyjmujemy sobie cel? Nie, chyba że przez nasze ułomności (takie jak na przykład wrażliwość, współczucie, czy po prostu szacunek do drugiej osoby) nie potrafilibyśmy owego celu osiągnąć. Ten pogląd obrazuje bardzo dobrze stosunek Filozofa do wszelkiego ustalonego porządku (nie ważne, czy Bożego, czy też czysto ludzkiego). Każda instytucja, nie ważne czy Kościół, czy państwo, stawia ograniczenia, które osłabiają wolną wolę człowieka i utrudniają dążenie do swoich celów, a więc są czymś wrogim. A gdy coś jest wrogie, należy się tego pozbyć.
Drugim aspektem, który chciałbym omówić, a który niewątpliwie łączy się z pierwszym jest "związek egoistów". To pojęcie zostało stworzone, aby zobrazować filozofię Stirnera dotyczącą relacji społecznych. Zestawił on dwa pojęcia, które się wręcz wykluczają: "związek" i "egoistę". Pierwsze, jakby się mogło wydawać, wyklucza całkowity egoizm, gdyż, aby się związać w jakikolwiek sposób z człowiekiem musimy pójść w pewnych kwestiach na kompromis. Bycie egoistą natomiast oznacza niechęć do jakichkolwiek kompromisów. Jak pogodził to Stirner? Bardzo prosto. Stwierdził, że ludzie powinni wchodzić w relacje z innymi tylko dla własnych korzyści, a gdy uznają, iż dany związek nie przynosi im więcej szeroko pojętego zysku, powinni go rozwiązać bez żadnych konsekwencji.
To wszystko tworzy wizję świata bardzo zimnego, pozbawionego emocji, bez zasad. Dlaczego piszę o tym ponad 150 lat od śmierci Maxa Stirnera, ojca anarchizmu? Nawet nie dlatego, że jego poglądy są nadal bardzo żywe w niektórych kręgach. Piszę to, gdyż jego wizja świata się ziszcza. Widać to zwłaszcza w życiu rodzinnym. Rozwody stają się coraz bardziej powszechne, coraz więcej jest półsierot. Ludzie szukają tylko własnych przyjemności. I wpływa to także na mnie. Przestałem wierzyć w prawdziwą miłość "po grób".
Tak Filozofie, dokonałeś tego. Kolejna osoba zwątpiła w istnienie tego uczucia. Zwątpiła, że jest ktoś, która może ją pokochać aż do końca i trwać bez względu na okoliczności. Tym razem tą osobą jestem ja. Oczywiście widzę ludzi zakochanych, szalejących za sobą i nie mogę zaprzeczyć, że coś ich do siebie ciągnie. Jednakże jestem przekonany, że 99% tych ludzi się rozejdzie po kilku latach, jeśli nie miesiącach. Nie potrafię uwierzyć, że trafię na kobietę, z którą będziemy cząstką tego 1%, że nie zdradzi mnie ani razu przez całe życie i wątpię że zdołam swoje przekonanie zmienić...
Sic transit fides hominis...
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Homo vero insula separata est.
Człowiek prawdziwie jest samotną wyspą. To zdanie streszcza moje doświadczenia z ostatnich kilku lat. Mam dość życia w wirtualnej rzeczywistości i naprawdę nie mogę pojąć ludzi, którzy dobrowolnie wybierają ten sposób "życia". Ja od około 2 lat próbuję znaleźć ludzi, którzy będą blisko i którzy mnie zrozumieją. Owszem, znam osoby, z którymi mam kontakt bardzo dobry, ale kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów ode mnie. Mam tego dość. Moja samotność przysparza mi niesamowitego bólu i, co najgorsze, ja nie mogę nic z tym zrobić. Przez tę przeklętą samotność zacząłem nawet tracić Wiarę... Człowiek jest z natury istotą społeczną, jest to jego stan naturalny, dlatego gdy ktoś jest z jakiegoś społeczeństwa wykluczany (np jest wyśmiewany w klasie i opuszczony przez nią), to cierpi niesamowicie i to cierpienie często prowadzi do samobójstwa. Ja na pewno nie popełnię tego czynu, ale wiem, że coś się musi zmienić.
Żyję nadzieją, że kiedyś, pewnego dnia zacznę żyć...
Rada dla wszystkich szczęściarzy mających Przyjaciół blisko siebie:
Gaudete, quoniam mente non capitis, quantum felicitatem habete!
(Cieszcie się, albowiem nie pojmujecie jak wielkie macie szczęście!)
Żyję nadzieją, że kiedyś, pewnego dnia zacznę żyć...
Rada dla wszystkich szczęściarzy mających Przyjaciół blisko siebie:
Gaudete, quoniam mente non capitis, quantum felicitatem habete!
(Cieszcie się, albowiem nie pojmujecie jak wielkie macie szczęście!)
środa, 15 grudnia 2010
Strona warta polecenia.
Na stronie Nowego Ruchu Liturgicznego natknąłem się na film przedstawiający relację z wydania książki Kapłan katolicki: wizerunek Chrystusa na przestrzeni 1500 lat sztuki pochodzący ze strony
www.romereports.com
Są na niej prezentowane filmy z wydarzeń, o których nie słyszy się w mainstreamowych mediach. Polecam wszystkim, którzy chcą być na bieżąco z tym co się w Rzymie dzieje.
Strona może być wyświetlana w języku angielskim lub hiszpańskim.
www.romereports.com
Są na niej prezentowane filmy z wydarzeń, o których nie słyszy się w mainstreamowych mediach. Polecam wszystkim, którzy chcą być na bieżąco z tym co się w Rzymie dzieje.
Strona może być wyświetlana w języku angielskim lub hiszpańskim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)