piątek, 30 kwietnia 2010

Fin de siècle.

Na początek wikipedia:
Fin de siècle – francuskie określenie "końca wieku" lub "końca pewnej ery". Określenie to pojawia się w kulturze europejskiej, także polskiej jako samotne określenie. Nazwa ta jednak w mniejszym stopniu odnosi się do zjawisk światopoglądowych lub literackich, a w większym do stylu, kultury i obyczaju, a nawet stylu kultury popularnej (operetka, moda, kabaret). Oznacza pesymistyczną wizję końca wieku.

Nie jestem bynajmniej fanem owego poglądu, który miał swój wyraz w literaturze dekadenckiej końca XIX wieku, jednakże samo określenie i symbolika jest dzisiaj bardzo odpowiednia. Dlaczego? Bo właśnie dzisiaj, 30 kwietnia Roku Pańskiego 2010, zakończyłem szkołę. Skończył się dla mnie pewien "wiek", rozdział mojego życia.
I teraz tak jak panowie dekadenci przede mną wiele dylematów, wyborów. I tak jak oni mam wiele obaw, nie tylko związanych z maturą. No ale póki co sączę sobie cappucino, starając się uspokoić rozbiegane myśli. Wszystkim maturzystom życzę powodzenia, a tym, którzy jeszcze są za młodzi mówię: "Też Was to czeka".

Święty Tomaszu z Akwinu, Doktorze Anielski, módl się za nami!

wtorek, 27 kwietnia 2010

Matka Boża przy ognisku.


Dzisiaj odbyła się nasza pielgrzymka maturalna na Jasną Górę. W planach była Droga Krzyżowa i Msza Święta. Przeżyłem mocno Drogę i już zdążyłem się poczuć jak w domu, kiedy nadeszła godzina 13:30 - Msza Święta. Wszystko zapowiadało się pięknie: Msza versus Deum (ołtarz w Kaplicy Cudownego Obrazu nie został zniszczony/przerobiony wg nowej mody), co już było dla mnie dużym szokiem, jak najbardziej pozytywnym. Niestety to było zbyt piękne, aby było prawdziwe.
No ale po kolei. Nim Msza się zaczęła zaistniała bardzo ciekawa sytuacja, gdyż kilka(naście) osób wybrało sobie dogodne miejsca do uczestnictwa w Świętych Obrzędach, tylko nie przy tym ołtarzu, co trzeba. Ja na szczęście udałem się do właściwego. Msza rozpoczęła się w bardzo piękny sposób, mianowicie CISZĄ. Kapłani (ok 20) wchodzili w milczeniu i zajmowali swoje miejsca. Bardzo szybko wyjaśniło się dlaczego. Wizerunek Matki Bożej, który dotychczas był zasłonięty, powoli był ukazywany przy dźwiękach hymnu jasnogórskiego. Po odsłonięciu scholka, która ku mojemu przerażeniu rozgościła się w kaplicy kilka minut przed procesją, zaczęła intonować w akompaniamencie gitarry (bo jakże by inaczej) piosenkę pt. "Dotknij Panie". Jako że była to pielgrzymka maturzystów (m.in. salezjańskich), więc wiele osób natychmiast podchwyciło nutę. Efekt mnie poraził. W tym Sancta Sanctorum (Świętym Świętych) naszego narodu wykonuje się przyśpiewki na gitarce stwarzające klimat wieczora przy ognisku, gdzie jest spoko, fajnie, cool itp. Po tak majestatycznym, pełnym sacrum początku nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Oczywiście na jednej przyśpiewce się nie skończyło. To była akurat wersja "full service", więc na gitarze były wykonanie nie tylko wszelkie inne pieśni przewidziane w Nowej Mszy, ale także części stałe. Byłem tak zniesmaczony i zdenerwowany, że kilka razy zastanawiałem się, czy wyjść. W końcu wyszedłem tuż po Komunii Świętej. Proces desakralizacji Mszy udał się w 105%. Na zakończenie grafika:




Święta Cecylio, módl się za nami!

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Prawda Was wyzwoli!

Chciałem przedstawić jedno z moich ulubionych przemówień papieskich. Ulubione, bo takie szczere, że aż śmieszne. Chociaż każda osoba, która troszczy się o los Kościoła na początku się przerazi. Jest to tekst przemówienia Pawła VI wygłoszone przy okazji promulgacji nowego Mszału 26 listopada 1969 roku:

Umiłowani Synowie i Córki.

Chcemy jeszcze raz zwrócić waszą uwagę na nowość liturgiczną odnowionego porządku Mszy, który będzie wprowadzony przy odprawieniu świętej Ofiary począwszy od najbliższej niedzieli, tzn. od pierwszej Niedzieli Adwentu, 30 listopada.

Nowy porządek Mszy - to zmiana odnosząca się do czcigodnej tradycji wieków; dlatego dotyka ona naszą dziedziczną spuściznę religijną, która - wydawało się - powinna cieszyć się nietykalną stałością i przywodzić nam na usta modlitwę naszych przodków i Świętych, i umacniać w nas wierność dla naszej duchowej przeszłości, którą czyniliśmy dla siebie aktualną, aby ją potem przekazać przyszłym pokoleniom. Przy tej sposobności chciejmy lepiej zrozumieć wartość tradycji historycznej oraz Świętych obcowania.

Ta zmiana dotyczy rozwoju (czyli przebiegu) obrzędu Mszy św. Zauważymy - może z pewną przykrością - że czynności przy ołtarzu nie rozwijają się już przy tych samych słowach i gestach, do jakich byliśmy przyzwyczajeni do tego stopnia, że nawet nie zwracały już one naszej uwagi. Obecna zmiana dotyczy również wiernych; chciałaby tak zainteresować każdego z obecnych, aby ich odciągnąć od ich zwyczajnych pobożnych praktyk osobistych i wyrwać ze zwyczajnego uśpienia.

Powinniśmy się przygotować na to wielorakie zakłócenie, które idzie w parze z wszelkimi nowościami wciskającymi się w nasze stałe przyzwyczajenia. Będziemy mogli stwierdzić, że więcej zamieszania doznają osoby pobożne, ponieważ mając własny, godny respektu, sposób słuchania Mszy św., poczują, że są odrywanie od swojego zwyczajnego biegu myśli, a zmuszanie do stosowania się do innych. Sami nawet kapłani, być może, doświadczą pewnych trudności pod tym względem.

Co należy czynić w tej szczególnej i historycznej okoliczności? Przede wszystkim - przygotować się. Wprowadzana nowość nie jest drobnostką. Nie powinniśmy dać się zaskoczyć widokiem, a może NUDNOŚCIĄ, jej form zewnętrznych. Obowiązkiem osób inteligentnych, uświadomionych wiernych jest dobrze się poinformować co do nowości, o której mowa. Nie będzie to trudno dzięki tak wielu dobrym inicjatywom kościelnym i wydawniczym.

Jak mówiliśmy innym razem, dobrze będzie zdać sobie sprawę z motywów, które wpłynęły na wprowadzenie tej tak ważnej zmiany. Najpierw posłuszeństwo Soborowi (Konstytucja o liturgii nic nie wspomina o wprowadzonych zmianach), które staje się posłuszeństwem Biskupom, jako tłumaczom i wykonawcom jego przepisów. Ten pierwszy motyw nie jest czysto konieczny, czyli dotyczący przepisu zewnętrznego. Wiąże się on z charyzmatem czynności liturgicznej, to znaczy z mocą i skutecznością modlitwy eklezjalnej, w której autorytatywny głos ma Biskup, a następnie również kapłani - wspomagający go w posłudze i podobnie jak on działający w zastępstwie Osoby Chrystusa. To wola Chrystusa, to tchnienie Ducha Świętego wzywa Kościół do tej zmiany.

Musimy rozpoznać tu tę chwilę proroczą, która zaistniała w mistycznym Ciele Chrystusowym, czyli w Kościele, i która nim wstrząsa, budzi go i przynagla do odnowy tajemniczej sztuki modlitwy, a to w tym zamiarze, który - jak powiedziano - stanowi drugi motyw reformy; chodzi mianowicie o to, aby zgromadzenie wiernych - przyodzianych w "królewskie kapłaństwo", czyli w zdolność do nadprzyrodzonego obcowania z Bogiem - włączyć w oficjalny obrzęd czy to liturgii słowa Bożego, czy eucharystycznej Ofiary, z czego się składa Msza św.

Rzecz jasna, że większą nowością, jaką tu się zauważy, to sprawa języka. Już nie łacina będzie głównym językiem Mszy św., lecz język potoczny. (Konstytucja o Liturgii: 36. §1. W obrzędach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego, poza wyjątkami określonymi przez prawo szczegółowe. - Niech żyje posłuszeństwo Soborowi) Dla tego, kto zna piękno łaciny, jej siłę, zdolność wyrażania rzeczy sakralnych, z pewnością zastąpienie jej językiem ludowym będzie wielką ofiarą. Tracimy mowę wieków chrześcijaństwa, stajemy się jakby intruzami i profanami w literackim zakresie wyrażania przeżyć sakralnych, i w ten sposób utracimy znaczną część tego zdumiewającego niezrównanego faktu artystycznego i duchowego, jakim jest śpiew gregoriański. Naprawdę, mamy powód do użalania się i pewnego lęku: czym zastąpimy ten język anielski? Jest to ofiara z wartości nieocenionej. (No to po co ją ponosić?) A dla jakiego celu? Co może być droższe nad te ogromne wartości naszego Kościoła?

Odpowiedź wydaje się banalna i prozaiczna; ale jest ona przekonywająca, bo ludzka, bo apostolska. Ważniejsze jest zrozumienie modlitwy niż dawne jedwabne szaty, w jakie się ona po królewsku przyoblekała; ważniejsze jest uczestniczenie ludu, tego ludu nowoczesnego, nasyconego słowem jasnym, zrozumiałym, dającym się przetłumaczyć w konwersacji świeckiej. (Ciekawe co by powiedział papież, widząc tłumy wiernych, którzy po wyjściu z kościoła nie wiedzą o czym było czytanie, którzy nie potrafią wytłumaczyć treści najprostszych modlitw)

Gdyby boska łacina miała trzymać z dala od nas dziatwę, młodzież, świat pracy i spraw doczesnych; gdyby miała być ciemną przesłoną zamiast przezroczystym kryształem, to czy my, rybacy dusz, zrobilibyśmy dobrą kalkulację zastrzegając jej wyłączne panowanie w konwersacji modlitewnej i religijnej? Co mówił św. Paweł? Czytajmy 14 rozdział pierwszego listu do Koryntian: "W Kościele wolę powiedzieć pięć słów według mego rozeznania, by pouczyć innych, niż dziesięć tysięcy wyrazów według daru języków" (19 itd.). A święty Augustyn, jakby komentując te słowa, mówi: "Byleby tylko wszyscy byli pouczeni, nie trzeba się bać profesorów" (PL 38, 228, Serm. 37; por. też Serm. 299, p. 1371). A zresztą, nowe przepisy ogólne o Mszy św. postanawiają, że wierni "powinni umieć razem śpiewać w języku łacińskim przynajmniej niektóre stałe części Mszy, zwłaszcza wyznanie wiary i modlitwę Pańską "Ojcze nasz" (nr 19). (wszyscy umieją...) Ale pamiętajmy o tym dobrze - dla naszej zachęty i pokrzepienia - że przez to bynajmniej łacina nie zniknie w naszym Kościele. Pozostanie ona szlachetnym językiem akt Stolicy Apostolskiej; zostanie jako narzędzie szkolne do studiów kościelnych i jako klucz umożliwiający dostęp do spuścizny naszej kultury religijnej, historycznej i humanistycznej; i to - w miarę możliwości - w blasku nowego rozkwitu.

I wreszcie, patrząc dobrze, zauważy się, że zasadniczy układ Mszy św. pozostaje ten sam, tradycyjny - nie tylko w swoim znaczeniu teologicznym, ale również duchowym. Owszem, jeżeli ryt będzie wykonany jak należy, to wykaże on większe swe bogactwo. (nie ma to jak zakładać na starcie możliwość porażki) Ujawni się ono - przy większej prostocie obrzędów - w urozmaiceniu i obfitości tekstów biblijnych, w uzgodnionej akcji różnych usługujących, to znowu przez wprowadzone chwile milczenia, które uwydatniają ważność rytu w momentach pod różnymi względami głębokich, a nade wszystko przez wymaganie dwóch nieodzownych czynników, jakami są: wewnętrzny udział osobisty każdego z obecnych i szerokie otwarcie się serc w miłości wspólnotowej. Są to czynniki, które powinny uczynić ze Mszy świętej, więcej niż kiedykolwiek, szkołę pogłębiania ducha i spokojne, ale angażujące ćwiczenie się w socjologii chrześcijańskiej.

Łączność duszy z Chrystusem i z braćmi nabiera tu nowej i żywotnej intensywności. Chrystus, żertwa i kapłan, odnawia i składa - przez pośrednictwo posługi Kościoła - swoją odkupieńczą Ofiarę, w symbolicznym obrzędzie swej ostatniej wieczerzy, która zostawia nam pod postaciami chleba i wina Jego Ciało i Krew - na pokarm nasz osobisty i duchowy, jak też na nasze zespolenie się w jedności Jego miłości zbawczej i Jego życia nieśmiertelnego.

Ale pozostaje jeszcze jedna trudność praktyczna, która - ze względu na wzniosłość świętego obrzędu - jest niemałej wagi. Jakże będziemy sprawować ten nowy ryt, skoro nie mamy jeszcze kompletnego mszału i skoro tyle jeszcze istnieje niepewności odnośnie do jego stosowania? (tu się nie da nie śmiać) - Otóż, będzie to korzystne, gdy na zakończenie odczytamy wam niektóre wskazówki, pochodzące od kompetentnych czynników urzędowych, mianowicie od Św. Kongregacji do spraw Bożego kultu. Są one następujące:

"W sprawie obowiązkowego wprowadzenia nowego rytu:

1. Odnośnie do tekstu łacińskiego: kapłani, którzy odprawiają po łacinie - prywatnie albo też, w wypadkach przewidzianych w prawie, publicznie - mogą posługiwać się, aż do 28 listopada 1971 roku, albo Mszałem rzymskim, albo nowym porządkiem.

Jeśli posługują się Mszałem rzymskim, mogą przy tym korzystać z trzech nowych modlitw eucharystycznych i z Kanonu rzymskiego, uwzględniając w tym ostatnim tekście dokonane poprawki (opuszczenie niektórych Świętych, zakończenia modlitw itd.). Mogą nadto w języku ludowym odczytywać teksty czytań i odmawiać modlitwę wiernych.

Jeżeli używają nowego rytu, powinni iść za nowym tekstem, uwzględniając zezwolenia na język ludowy, podane wyżej.

2. Odnośnie do tekstu w języku ludowym. We Włoszech ci wszyscy, którzy odprawiają wraz z ludem, od 30 listopada br. powinni posługiwać się "Rito della Messa", opublikowanym przez Konferencję Biskupów Włoskich albo przez inną Konferencję narodową.

Czytania w dni świąteczne należy brać albo z lekcjonarza wydanego przez "Centro Azione Liturgica", albo z "Messale Romano festivo" używanego dotychczas. W dni powszednie będzie się dalej używało "Lezionario feriale", wydanego przed trzema laty.

Dla księdza, który odprawia prywatnie, nie istnieje żaden problem, ponieważ powinien celebrować po łacinie. Jeżeli na mocy specjalnego indultu odprawia w języku ludowym, to odnośnie do tekstów powinien się trzymać tego, co powiedziano o Mszy z udziałem ludu, a odnośnie do rytu powinien się trzymać dołączonego "Ordo", opublikowanego przez Konferencję Biskupów Włoskich".

W każdym wypadku i zawsze pamiętajmy, że "Msza święta to Tajemnica życia (zrodzonego) w śmierci Miłości (ukrzyżowanej). Jej Boża Rzeczywistość przechodzi wszelkie słowo... Jest to Czynność najszczytniejsza, sam akt naszego Odkupienia w Pamiątce, która je uobecnia" (Zundel). - Z naszym Apostolskim (błogosławieństwem).


Komentarze i pogrubienia moje.


Święty Grzegorzu Wielki, módl się za nami!

Do ludu, czy do Boga?


Tą notką chciałbym rozpocząć serię tekstów mających na celu obalenie mitów, których przez ostatnie 40 lat narosła cała góra. Pierwszy z nich dotyczy kierunku celebracji.

Wielu ludzi po ujrzeniu tej grafiki dostałoby w najlepszym wypadku silnych wymiotów, a w najgorszym, ataku serca. Na tym obrazie przedstawiony jest ksiądz modlący się w stronę Boga (versus Deum). Dlaczego w stronę Boga? Przed kapłanem w każdym katolickim kościele do roku 1969 stało tabernakulum, w którym mieszka nasz Pan. W ten sposób modlono się przez dwadzieścia wieków istnienia Kościoła Rzymskiego. Ta postawa ma głęboką symbolikę. Katolickie kościoły były budowane tak, aby kapłan, a więc i wierni byli zwróceni na wschód. Wyraża to wiarę w powtórne przyjście Chrystusa, który jest Słońcem, które oświeca świat swoim blaskiem (vide: kantyk Zachariasza w Ewangelii św. Łukasza). I tu także jest wyrażona inna prawda: kapłan nie jest świeckim wybranym do przewodniczenia zgromadzeniu, co jest typowe dla protestantyzmu, ale jest człowiekiem wybranym przez samego Chrystusa, aby uczestniczyć w Jego Wiecznym Kapłaństwie, pośredniczyć między Bogiem, a ludźmi.

Więc dlaczego porzucono tak piękny zwyczaj? W imię nowych idei, zgodnych z "Duchem Soboru", ale przeciwnych Duchowi Świętemu. Jest to jeden z wielu elementów protestantyzacji Liturgii po Vaticanum II. Wraz z obróceniem księdza w stronę ludu (versus populum), tabernakulum poszło w większości nowych świątyń w kąt, a wspaniałe ołtarze zamieniono na dziwadła lub na coś, co jest nazywane ołtarzem, ale do złudzenia przypomina zwykły stół.


Święty Piusie V, módl się za nami!

niedziela, 18 kwietnia 2010

To co walczący z Kościołem lubią najbardziej.

Zbieranie na tacę to jeden z najbardziej rozchwytywanych tematów w dyskusjach prowadzonych przez ludzi, którzy do Kościoła mają, ładnie mówiąc, negatywny stosunek. Jest to dla nich argument koronny, niezbity dowód na to, że Kościół jest tylko i wyłącznie podłą instytucją, żerującą na ludziach. Czy mają rację?

Już w Starym Testamencie Bóg poruszył kwestii ofiary materialnej. Wtedy dotyczyło to przeróżnych materiałów na budowę Przybytku. W Księdze Wyjścia czytamy: "Pan tak przemówił do Mojżesza: Powiedz Izraelitom, aby zebrali dla mnie daninę. Od każdego człowieka, którego skłoni do tego serce, przyjmijcie dla Mnie daninę." (Wj 25,1-2) Z tego fragmentu wyraźnie wynika, że Bóg nie chce wymuszonych pieniędzy. Pragnie natomiast, aby za tą ofiarą kryła się intencja pomocy Kościołowi - naszej Matce. Ta teza znajduje uzasadnienie w innym tekście Pisma Świętego - 2 Liście św. Pawła Apostoła do Koryntian. Pisze on, że "Radosnego dawcę miłuje Bóg." (2 Kor 9,7) Czy gdyby nastawienie serca nie było ważne, to znalazłoby wyraz w Piśmie?

Istnieje jeszcze inny ważny aspekt składki kościelnej. Mianowicie nastawienie kapłanów. Można usłyszeć, że w tej czy innej parafii ksiądz chciałby np wyremontować kościół, ale nie ma pieniędzy i mimo szczerych próśb nie znajduje ich. Dlaczego tak jest? Ludzie, drodzy księża, nie są głupi. Jeżeli ksiądz odprawia Mszę byle jak albo ją desakralizuje, to nie powinien liczyć, że wierni będą zachwyceni, a co za tym idzie chętnie otworzą portfele. Ja sam doświadczyłem czegoś takiego. Gdy widzę radosną twórczość zamiast Liturgii Świętej, to żal mi nawet 2zł. A dla krakowskich Bonifratrów (tam gdzie uczęszczam na Mszę Świętą "trydencką") daję zawsze tyle, ile mogę najwięcej.

Na zakończenie chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Są ludzie, którzy mówią, że Kościół powinien być ubogi itp. Ich wypowiedzi są przykładem niechęci do Kościoła, a także w niektórych przypadkach próbą usprawiedliwienia swojej niewiary. Po pierwsze nawet jakby Msze Święte były sprawowane w drewnianych budach na byle jakich stolikach, to i tak by coś owym osobom nie pasowało.
Po drugie, każdy kto uważa, że duchowieństwo nie powinno brać pieniędzy od wiernych i samo się jakoś utrzymać (nie chodzi tylko o zakwaterowanie, jedzenie, ale także o sprawy parafii) jest marzycielem oderwanym od rzeczywistości. Bez środków materialnych w dzisiejszym świecie nie utrzyma się nic. Często zamiast duchowieństwa pojawia się w takich zdaniach słowo Kościół. Jednak wtedy autor popełnia logiczne faux pas, gdyż Kościół to nie tylko kler, ale także wierni.
Po trzecie, niewierzący przyczepiają się np do świątyni barokowych, które są pełne przepychu. Zapominają, że te świątynie były dobrowolnie ufundowane przez rody szlacheckie lub przez daną społeczność wierzących. Także i teraz niewierzący chyba chcą nam, katolikom, mówić na co możemy przeznaczać pieniądze, a na co nie. Często pojawiającym się argumentem jest to, że fundusze przeznaczone na budowę danej świątyni powinno się oddać na biednych. Już Chrystus udzielił odpowiedzi na ten zarzut: "Ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie" (J 12,8). Te słowa są bardzo aktualne, szczególnie w Zachodniej Europie.

Święty Franciszku módl się za nami!

sobota, 17 kwietnia 2010

Powitanie

Witajcie!
Pomysł na stworzenie tego bloga powstał nagle. Będę w nim poruszać różne tematy. Kim jestem? Zwykłym, szarym człowiekiem, 18-latkiem zagubionym w dzisiejszym świecie, mimo że mam mapę. Jestem katolikiem z kręgów tradycyjnych, co z łatwością zauważy każdy czytelnik po przeczytaniu kilku postów. Nie będzie to jednak tylko blog o Kościele, lecz także o codziennym życiu widzianym oczyma zwykłej osoby mieszkającej w zwykłym mieście, jakich wiele w naszym kraju.
Moje zainteresowania: teologia, podróże, języki. To te podstawowe. Moim ukochanym językiem obcym jest łacina. W nim jest zapisany adres tego bloga, który oznacza po prostu "nadzieja umiera ostatnia".
Skąd tytuł bloga? Dla mnie ma dwa znaczenia:
1. Wskazuje na to, iż życie z Chrystusem i bez Niego zdecydowanie się różni.
2. W dobry sposób, według mnie, ujmuje także różnicę między życiem w samotności, w monotonności, które jest puste, a życiem, które ma bogatą treść.

Mam nadzieję, że czas spędzony na tej stronie nie będzie dla Was stracony. Pozdrawiam.