czwartek, 4 sierpnia 2011

"Wdrażanie" Summorum Pontificum cz. 1

Rozpoczynam cykl opisujący wydarzenia związane z zasianiem ziarna najważniejszego dokumentu papieża Benedykta XVI, które trafiło na wyjałowioną ziemię. Dziś chciałbym opisać przypadek Thiberville. Nie dotyczy on działań hierarchii względem osób domagających się Mszy na podstawie Summorum Pontificum, jednakże w obliczu wspomnianego motu proprio warto przytoczyć tę historię.

Thiberville, mała miejscowość w Górnej Normandii, przez prawie 20 lat była niezwykłym miejscem dzięki pracy swojego pasterza - o. Michela. Na nabożeństwach (odprawianych zarówno w klasycznym rycie rzymskim, jak i tym Pawła VI z zachowaniem najwyższego szacunku dla Boga) kościoły i kaplice pękały w szwach. Do nauki katechizmu przystępowało mnóstwo dzieci. Słowem - uosobienie Christianitas. Jednakże ordynariuszowi miejsca -  biskupowi Nourrichardowi nie podobała się parafia tętniąca życiem, wypełniająca w stu procentach nauczanie Ojca Świętego o równości dwóch form rytu rzymskiego na długo przed ukazaniem się słynnego motu proprio. Jako że Thiberville było jedyną oazą na pustyni duchowej, którą była diecezja Evreux, postanowiono z nim zrobić porządek. Przy okazji reorganizacji parafii bp Nourrichard przyjechał do miasteczka, aby ogłosić owe zmiany, które obejmowały także zdymisjonowanie o. Michela jako proboszcza. Nigdy nie oglądałem podobnej wrzawy w kościele. Ludzie wykrzykiwali obelgi w stronę tych, którzy przyszli odebrać im to co mieli najcenniejsze. Czy ich pochwalam? Nie, ale rozumiem doskonale. Nie tylko stracili możliwość uczestniczenia w coniedzielnej Mszy sprawowanej wg Mszału bl Jana XXIII; stracili nawet możliwość uczestniczenia w godnie sprawowanym NOMie, gdyż kapłan mianowany na o. Michela odprawiał go (i zapewne odprawia dalej) według "zachodnich standardów". Dzięki wszystkim wspomnianym zmianom w coniedzielnej Mszy uczestniczy ok 30 osób, w tym 10 z Thiberville, a reszta z okolic włączonych do parafii w ramach wspomnianej "reformy administracyjnej". Zaniechano także odprawiania Mszy w dni powszednie, a na naukę katechizmu uczęszcza co najwyżej 20 dzieci. Podejrzewam, że pozostali wierni praktykują wiarę w domach, oczekując czasów, gdy hasła reformy reformy, hermeneutyki ciągłości a także równości form rytu rzymskiego faktycznie staną się rzeczywistością i będą znowu mogli wielbić Boga "w duchu i w prawdzie" (zob. Jan 4,23) tak jak robi to Kościół od ponad dwóch tysięcy lat.


Na zakończenie film z owego pamiętnego, styczniowego dnia, w którym ordynariusz Evreux przyjechał do Thiberville:
(film po francusku z angielskimi napisami)








(Post został napisany w oparciu o artykuł portalu Rorate Caeli)

O stosunku przedmałżeńskim.

Żyjemy w społeczeństwie spornolizowanym i chyba nie trzeba tego specjalnie udowadniać – seks jest wszędzie. Jako że Kościół jest już za słaby żeby realnie wpływać na postawy moralne społeczeństwa pojawiło się wiele różnych poglądów na stosunek seksualny. Jednym z nich, który mnie irytuje najbardziej jest: Przed ślubem współżycie z partnerem jest zalecane, wręcz konieczne, gdyż przed podjęciem tak ważnego zobowiązania trzeba wiedzieć czy jest się „dopasowanym.”

Pierwszym aspektem tego stwierdzenia, który niezwykle działa mi na nerwy, jest postawienie współżycia na pierwszym miejscu. Oczywiście, jest ono bardzo ważne, jednakże w miłości nie chodzi o orgazm. Zresztą jeżeli seks decyduje o „być albo nie być” małżeństwa, to czy można mówić o miłości między dwoma osobami? Raczej o zaspokojeniu żądz. Wtedy nie powinno się w ogóle myśleć o ślubie kościelnym gdyż zamiast wywyższenia i uświęcenia ludzkiej relacji przez Sakrament, ów Sakrament zostaje zinstrumentalizowany, potraktowany jako ładne tło.

Po drugie, nigdy nie rozumiałem całej tej afery wokół dopasowywania się w łóżku. Co niby ma zostać dopasowane? Umiejętności partnera do oczekiwań partnerki? Dziś, gdy świat wpadł w nurt seksualizmu – postawienia współżycia w centrum, pojawiło się tyle produktów mających polepszyć wszelkie parametry, że dopasowywanie chyba nie jest potrzebne. Oczywiście może jest jakiś niezwykle ważny powód żeby tak robić, jednakże ja go nie znam. Może to dlatego że jestem zupełnie "nienowoczesny".

I cóż mi pozostało? Jedynie mieć nadzieję, że kiedyś ludzie tacy jak ja, którzy chcą poczekać ze współżyciem do ślubu z ukochaną kobietą, którzy nie chcą "dopasowywać się" tylko po prostu obdarowywać się miłością w najpiękniejszy sposób, nie będą uważani za nienormalnych. Oznacza to ni mniej ni więcej, że takie poglądy musiałaby mieć większość osób, gdyż normalność w dzisiejszym świecie jest konstytuowana wyłącznie przez większość. Ja mimo wszystko wierzę że kiedyś nadejdą takie czasy i zamierzam nadal trwać w swoich poglądach.

środa, 3 sierpnia 2011

"Przysięga antymodernistyczna" Piusa X

Dziś chciałbym przedstawić jeden z najważniejszych tekstów kościelnych XX wieku. Przysięga antymodernistyczna opublikowana 1 września 1910r. w motu proprio Sacrorum antistitum była wygłaszana przez ponad pół wieku przez księży i biskupów na całym świecie przed uzyskaniem święceń, a także przez katechetów i profesorów świętej teologii. Patrząc na ustalenia Soboru Watykańskiego II aż trudno uwierzyć że wszyscy biskupi wygłosili tę samą przysięgę, wyznanie jednej Wiary. Po soborze, w roku 1967r., zniesiono obowiązek wygłaszania Przysięgi. Spowodowało to, w moim odczuciu, tak wielkie szkody jak zmiana rytów Sakramentów i całej teologii. Oto jej treść:


Ja N. przyjmuję niezachwianie, tak w ogólności, jak w każdym szczególe, to wszystko, co określił, orzekł i oświadczył nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła.
Najpierw wyznaję, że Boga, początek i koniec wszechrzeczy, można poznać w sposób pewny, a zatem i dowieść Jego istnienia, naturalnym światłem rozumu w oparciu o świat stworzony, to jest z widzialnych dzieł stworzenia, jako przyczynę przez skutki.
Po drugie: zewnętrzne dowody Objawienia, to jest fakty Boże, przede wszystkim zaś cuda i proroctwa, przyjmuję i uznaję za całkiem pewne oznaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej i uważam je za najzupełniej odpowiednie dla umysłowości wszystkich czasów i ludzi, nie wyłączając ludzi współczesnych.
Po trzecie: mocno też wierzę że Kościół, stróż i nauczyciel słowa objawionego, został wprost i bezpośrednio założony przez samego prawdziwego i historycznego Chrystusa, kiedy pośród nas przebywał, i że tenże Kościół zbudowany jest na Piotrze, głowie hierarchii apostolskiej, i na jego następcach po wszystkie czasy.
Po czwarte: szczerze przyjmuję naukę wiary przekazaną nam od Apostołów przez prawowiernych Ojców, w tym samym zawsze rozumieniu i pojęciu. Przeto całkowicie odrzucam jako herezję zmyśloną teorię ewolucji dogmatów, które z jednego znaczenia przechodziłyby w drugie, różne od tego, jakiego Kościół trzymał się poprzednio. Potępiam również wszelki błąd, który w miejsce Boskiego depozytu wiary, jaki Chrystus powierzył swej Oblubienicy do wiernego przechowywania, podstawia... twory świadomości ludzkiej, które zrodzone z biegiem czasu przez wysiłek ludzi – nadal w nieokreślonym postępie mają się doskonalić.
Po piąte: z wszelką pewnością utrzymuję i szczerze wyznaję, że wiara nie jest ślepym uczuciem religijnym, wyłaniającym się z głębin podświadomości pod wpływem serca i pod działaniem dobrze usposobionej woli, lecz prawdziwym rozumowym uznaniem prawdy przyjętej z zewnątrz ze słuchania, mocą którego wszystko to, co powiedział, zaświadczył i objawił Bóg osobowy, Stwórca i Pan nasz, uznajemy za prawdę dla powagi Boga najbardziej prawdomównego.
Poddaję się też z należytym uszanowaniem i całym sercem wyrokom potępienia, orzeczeniom i wszystkim przepisom zawartym w encyklice Pascendi i dekrecie Lamentabili, zwłaszcza co się tyczy tzw. historii dogmatów.
Również odrzucam błąd tych, którzy twierdzą, że wiara podana przez Kościół katolicki może się sprzeciwiać historii i że katolickich dogmatów, tak jak je obecnie rozumiemy, nie można pogodzić z dokładniejszą znajomością początków religii chrześcijańskiej.
Potępiam również i odrzucam zdanie tych, którzy mówią, że wykształcony chrześcijanin występuje w podwójnej roli: jednej człowieka wierzącego, a drugiej historyka, jak gdyby wolno było historykowi trzymać się tego, co się sprzeciwia przekonaniom wierzącego, albo stawiać przesłanki, z których wynikałoby, że dogmaty są albo błędne, albo wątpliwe – byleby tylko wprost im się nie przeczyło.
Potępiam również ten sposób rozumienia i wykładu Pisma św., który pomijając Tradycję Kościoła, analogię wiary i normy podane przez Stolicę Apostolską, przyjmuje wymysły racjonalistów w sposób zarówno niedozwolony, jak i lekkomyślny, a krytykę tekstu uznaje za jedyną i najwyższą regułę.
Odrzucam również zdanie tych, którzy twierdzą, że ten, co wykłada historię teologii lub o tym przedmiocie pisze, powinien najpierw odłożyć na bok wszelkie uprzednie opinie, tak co do nadprzyrodzonego początku katolickiej Tradycji jak co do obiecanej przez Boga pomocy w dziele wiecznego przechowywania wszelkiej objawionej prawdy; nadto że pisma poszczególnych Ojców należy wykładać według samych tylko zasad naukowych z pominięciem wszelkiej powagi nadprzyrodzonej i z taką swobodą sądu, z jaką zwykło się badać jakiekolwiek dokumenty świeckie.
W końcu wreszcie ogólnie oświadczam, że jestem najzupełniej przeciwny błędowi modernistów twierdzących, że w świętej Tradycji nie ma nic Bożego, albo – co daleko gorsze – pojmujących pierwiastek Boży w znaczeniu panteistycznym, tak iż nic nie pozostaje z Tradycji katolickiej poza tym suchym i prostym faktem, podległym na równi z innymi dociekaniom historycznym, że byli ludzie, którzy szkołę założoną przez Chrystusa i Jego Apostołów rozwijali w następnych wiekach swą gorliwą działalnością, zręcznością i zdolnościami.
Przeto usilnie się trzymam i do ostatniego tchu trzymać się będę wiary Ojców w niezawodny charyzmat prawdy, który jest, był i zawsze pozostanie w „sukcesji biskupstwa od Apostołów” [Św. Ireneusz, Adv. haer. IV, 26 – PG 7, 1053 C]; a to nie w tym celu, by trzymać się tego, co może się wydawać lepsze i bardziej odpowiednie dla stopy kultury danego wieku, lecz aby nigdy inaczej nie rozumieć absolutnej i niezmiennej prawdy głoszonej od początku przez Apostołów.
Ślubuję, iż to wszystko wiernie, nieskażenie i szczerze zachowam i nienaruszenie tego przestrzegać będę i że nigdy od tego nie odstąpię, czy to w nauczaniu. czy w jakikolwiek inny sposób mową lub pismem. Tak ślubuję, tak przysięgam, tak niech mi dopomoże Bóg i ta święta Boża Ewangelia.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Omnes contra mortem!

Niedawno natknąłem się w sieci na list ciekawy pod 2 względami. Po pierwsze, jest to list dający dość mocne argumenty w debacie na temat aborcji; po drugie, jest to list napisany przez ateistkę. Oto całość:

Niedawno rozpoczęła się w Polsce wspaniała akcja, mająca na celu obronę najbardziej bezbronnej, a zarazem najsłabiej chronionej grupy społecznej - nienarodzonych dzieci. Ponad sto dziennikarek i publicystek z różnych mediów (radia, telewizji, prasy, portali internetowych, agencji informacyjnych) podpisało apel o pełną, prawną ochronę życia poczętych istot.

Lista wciąż jest otwarta i czeka na podpisy kolejnych kobiet z medialnego świata. Odezwa, znana jako List Otwarty Dziennikarek: „Przeciwko aborcji", została już rozesłana parlamentarzystom, decydentom i ludziom mediów. Można ją znaleźć na stronie www.za-zyciem.pl

Pragnę poinformować, że mam zaszczyt być jedną z uczestniczek tej ważnej akcji. Podpisałam List Otwarty, ponieważ uważam, iż poczęte dziecko to taki sam człowiek jak osoba już urodzona. Nienarodzona istota jest - od początku swojego istnienia - autonomicznym, odrębnym od matki organizmem, posiadającym DNA Homo sapiens. Z naukowego, a więc racjonalnego punktu widzenia, nie ma innej definicji człowieczeństwa.

Głoszone w niektórych mediach przekonanie, według którego nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem, to teoria zupełnie nienaukowa i niemożliwa do udowodnienia. Propagowanie poglądów pro-aborcyjnych jest anachroniczne oraz kompromitujące w dobie genetyki i embriologii.

Dzieci poczęte, jako istoty ludzkie, powinny mieć zagwarantowane prawo do życia, godnego traktowania, bezpieczeństwa osobistego i wolności od tortur. Niestety, obecnie są one często pozbawiane tych praw - także w Polsce. Uważam, że należy to jak najszybciej zmienić.

Mam nadzieję, iż List Otwarty Dziennikarek: „Przeciwko aborcji" pozwoli wnieść nową jakość do polskiego prawodawstwa. My, kobiety mediów, uczestniczki antyaborcyjnej akcji, walczymy o prawa człowieka i obywatela. Domagamy się nowoczesnego, humanitarnego państwa oraz przestrzegania art. 18, 30, 38 i 40 Konstytucji RP.

Natalia Julia Nowak,
współpracowniczka tygodnika “Tylko Polska”,
studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej
(źródło: www.za-zyciem.pl)


Jak się okazuje cywilizacja życia nie jest pragnieniem jedynie katolików, ale może ona stać się celem wszystkich ludzi dobrej woli. Szacunek dla każdego żyjącego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci powinien być elementem każdego światopoglądu.

niedziela, 17 lipca 2011

Post excursionem Graecam.

Kilka dni temu wróciłem z Grecji. Był to niezwykły czas. Nie tylko poleniuchowałem, ale także odkryłem dość dobrze kuchnię grecką i odkryłem wiele rzeczy na temat zarówno współczesnej jak i starożytnej Hellady. Postaram się wrócić do pisania mimo wszechogarniającego hedonizmu i mam nadzieję, że moje ostatnie przeżycia dostarczą mi nowych tematów. Wszystkim życzę udanych wakacji!

wtorek, 28 czerwca 2011

Miniadwent.

Dziś napisałem ostatni egzamin i teraz pozostaje czekać do jutra do godziny 16 na wyniki. Jestem niezwykle pozytywnie nastawiony. Jeśli moje oczekiwania się sprawdzą, wówczas będę miał całą sesję zaliczoną w 1. terminie co na filologii angielskiej wcale nie jest takie częste.

P.S. Od czwartku aż do 12 lipca będę w Grecji i jeżeli nie znajdę wystarczająco wiele czasu oraz kafejki internetowej to odezwę się dopiero po tym terminie.

Today I have taken the last exam and now all I can do is to wait until tommorow, 4 p.m. for the results. I have utterly positive attitude to them. If my expectations come true, I will pass my summer exam session in the first run, what is not so frequent in the English Institute.

P.S. Since the Thursday up to 12th July I will be in Greece and if I don't save enough time and find an Internet spot, You will hear from me after this date.

sobota, 25 czerwca 2011

Plurimos Annos Sancte Ioannes!

621 lat temu, 24 czerwca, urodził się św. Jan Kanty. Studiował on w Krakowie, gdzie zdobył 2 doktoraty (z filozofii i teologii). Cechowała go ponoć wielka szczerość. Istnieje legenda że gdy został napadnięty i nakazano oddać mu wszystkie pieniądze, on posłusznie to uczynił, a gdy przypomniał sobie że ma jeszcze przy sobie kilka monet wrócił się do zbójców, aby im je wręczyć. Był także miłosierny i pomagał potrzebującym, między innymi studentom. Do dzisiaj możemy także podziwiać efekty Jego ogromnego wysiłku jakim było przepisywanie manuskryptów (ok 18 000 stron przechowywanych w bibliotece Uniwersytetu Jagielońskiego) . Jestem dumny że mieszkam w mieście, które może się poszczycić tak wspaniałym patronem.

Ciekawostka: św. Jan Kanty jest patronem Kanoników Regularnych z archidiecezji Chicago, którzy zajmują się propagowaniem klasycznego rytu rzymskiego. Więcej o nich można przeczytać na stronie: http://www.canons-regular.org/
Kanonicy są także autorami strony Sancta Missa, która być może jest znana Czytelnikom.

621 years ago, on 25th June, st. John Cantius was born. He studied in Cracow, where he obtained 2 degrees (from philosophy and theology). He was said to be very honest. When he was attacked during one of his journeys and told to give all money to the thieves, he obediently did so. After some time he recalled that he had few coins hidden in his clothes. He went back and gave them all to the robbers. He was also merciful and readily helped the poor (including students). What is more, even today we may marvel at the fruits of his great effort, which are ca. 18 000 pages of manuscripts kept in the Jagiellonian University's library. I am honoured to live in the city which may pride itself on having such a great patron saint.

Curiosity: st. John Cantius is saint patron of the Canons Regular from the Chicagoan archidiocese, who propagate the classic Roman rite. You may read more about them at http://www.canons-regular.org/
The Canons are also the authors of website Sancta Missa, which Readers may be familiar with.


P.S. My English is horrible recently... I definitely learn too much... And my style suffers too...