piątek, 31 grudnia 2010

Sylwestrowo.

Dziś gdy wszyscy świętują, ja cierpię. Mam tego dość. Tej samotności, tej nudy i patrzenia lub słuchania jak inni się świetnie bawią. Rzygać mi się chcę tym wszystkim. Wróciłem z Polski B do mojej (cenzura) wsi, gdzie znam de facto 1 osobę. A teraz za kilka dni muszę wrócić na moją "kochaną" uczelnię, której mam dość już po tych 3 miesiącach. No i oczywiście zbliża się czas zaliczeń, a ja wszystko zacząłem, ale jeszcze niczego nie skończyłem. Gdy myślę o kilku równie "kochanych" ćwiczeniowcach to aż żałuję, że czas tortur się skończył. Warto wspomnieć jeszcze o kolejnym Big Teście 15 stycznia... I jak to wszystko ogarnąć?

Niestety tracę nadzieję na normalne życie.

De profundis clamo...

wtorek, 28 grudnia 2010

Moje zdanie w sprawie nadużyć seksualnych.

Dużo zostało już powiedziane w tym temacie. Popłynęło wiele słów krytyki, a także podziękowań w ciągu tego roku dla Benedykta XVI za jego działania w naprawieniu tej wielkiej rany Kościoła. Ja się nie wypowiedziałem aż do tej pory, gdyż dla mnie ta sprawa budziła potrójny niesmak i oburzenie, jednakże dziś, oglądając film na romereports.com w którym na 2 pozycji w najważniejszych wydarzeń tego roku umieszczone zostało "szukanie rozwiązań" sprawy nadużyć seksualnych popełnianych przez księży.

Po pierwsze, moje oburzenie zostało spowodowane tragicznym stanem kapłaństwa. Niewiarygodne jest, że tak wiele osób zagubiło całkowicie świadomość, nawet nie tyle kim jest kapłan, ale kim jest człowiek.

Po drugie, całą sytuacje wykorzystali ludzie pragnący mieć kobiety "na legalu" zamiast kryć je po kątach i zaczęto idiotyczną dyskusję o konieczności zniesienia celibatu. Czy to celibat był winny temu, że księża molestowali, w przeważającej większości, chłopców? Przecież gdyby chodziło o normalne rozładowanie napięcia seksualnego, poszliby do prostytutki. Ale kto by się przejmował tym "niuansem"...

Po trzecie, co ma bezpośredni związek z materiałem autorstwa romereports.com, moją niezwykłą irytację wzbudza niemoc Ojca Świętego. Doskonale rozumiem, że po 40 latach samowolki hierarchów wprowadzenie dyscypliny wymaga kilku(nastu) lat, ale nie widzę powodów, żeby szukać nowych sposobów rozwiązania problemu. Istnieją one od dawna, a nazywają się suspensa i ekskomunika. Warto byłoby przypomnieć wiernym, że papież to nie tylko dobrotliwy Ojciec, który chwali, ale to także Pasterz, który dzierży w swym ręku pastorał - laskę, która przypomina o tym, że Jego nieodłącznym zadaniem jest karcić wrogie, nieposłuszne owce i przepędzać wilki.

Módlmy się za Ojca Świętego o odwagę w podejmowaniu stanowczych decyzji a także o posłusznych kapłanów, których Kościół szczególnie teraz potrzebuje.

piątek, 24 grudnia 2010

Puer natus est.

Lux in tenebris lucet. (J 1,5)
Benedicat vobis Christus, Verbum, qui caro factum est, diebus omnibus vestrae vitae.
Deus de Deo, Lumen de Lumine, Deus verus de Deo vero descendit de caelis per nostram saltutatem!
Gloria in excelsis Deo et in terra pax hominibus bonae voluntatis!

Życzę wszystkim wielu łask Nowonarodzonego na każdą nanosekundę życia.

Mój świąteczny pesymizm.

Dzisiaj, w Wigilię, zamiast cieszyć się, popadam w coraz to gorszy humor. W radiu słyszałem, że polska ambasada w Londynie wyśle kartki bez żadnych świątecznych ornamentów, gdyż "w Polsce mieszka wiele osób różnych wyznań". Kolejni ludzie ulegli "politycznej poprawności". Czytając biografię Arcybiskupa ciągle myślę o misjach katolickich i tym co się dzieje na terenach misyjnych. Myśląc o rosnących wpływach islamu mam przed oczami urywek TVNowskiego programu, w którym po kryjomu promowano islam. Na dodatek heretyk abp Zolltisch, który zanegował Ofiarę krzyżową Jezusa  twierdząc, że nie jest ona faktem, a jedynie historią mającą na celu pocieszenie ludzi (więcej na: http://gloria.tv/?media=25210 - angielski) nadal jest przewodniczącym Episkopatu Niemiec. Co więcej patrząc na podsumowanie roku na wiara.pl przeczytałem o dokumencie Omnium in mentem. Mnie się kiedyś ledwo obiło o uszy że takie coś istnieje, a wielu ludzi pewnie w ogóle o nim nie wie. Oczywiście nie jest to jakiś niesamowicie ważny dokument Papieża, ale sam fakt, że niewielu o nim wie świadczy o tym, że promocja dokumentów papieskich leży i kwiczy... I pomyśleć, że w 1937r. encyklikę papieża Piusa XI Mit brennender Sorge potajemnie wwożono do Rzeszy i odczytywano we wszystkich kościołach...

W najbliższych dniach opublikuję moje tłumaczenie Omnium in mentem, gdyż jeszcze nie ma polskiej wersji tego tekstu. Będę także publikował teksty papieskie lub podawał odsyłacze do nich.

środa, 22 grudnia 2010

Stirner - pan XXI w.

Max Stirner żył w I poł. XIXw. Nie jest tak znany jak Nietzsche, aczkolwiek gdyby się kiedykolwiek spotkali, to na pewno znaleźliby wspólny język. Zainteresowałem się nim i jego kontrowersyjnymi poglądami podczas omawiania Zbrodni i kary F. Dostojewskiego, gdyż echa owej filozofii są obecne w działaniach głównego bohatera - Rodiona Raskolnikowa. Oczywiście, jak wielu filozofów XIX wieku, był on ateistą. Jest często nazywany ojcem anarchizmu. Co więcej, i to zainteresowało mnie najbardziej, głosił fałszywość i bezsens wszelkich religii i systemów moralnych oraz stworzył pojęcie tzw. "związku egoistów". Zajmę się obydwoma tymi aspektami.

Po pierwsze, wg Stirnera wszelkie wyrzuty sumienia spowodowane moralnymi pobudkami są rzeczą niedorzeczną. Nie ma dobra i zła, jest tylko zwycięstwo lub porażka i tylko w przypadku klęski nasze wyrzuty są usprawiedliwione. Czy więc możemy w świetle poglądów Stirnera zadręczać się z powodu zabójstwa, kradzieży, czy gwałtu, gdy taki przyjmujemy sobie cel? Nie, chyba że przez nasze ułomności (takie jak na przykład wrażliwość, współczucie, czy po prostu szacunek do drugiej osoby) nie potrafilibyśmy owego celu osiągnąć. Ten pogląd obrazuje bardzo dobrze stosunek Filozofa do wszelkiego ustalonego porządku (nie ważne, czy Bożego, czy też czysto ludzkiego). Każda instytucja, nie ważne czy Kościół, czy państwo, stawia ograniczenia, które osłabiają wolną wolę człowieka i utrudniają dążenie do swoich celów, a więc są czymś wrogim. A gdy coś jest wrogie, należy się tego pozbyć.

Drugim aspektem, który chciałbym omówić, a który niewątpliwie łączy się z pierwszym jest "związek egoistów". To pojęcie zostało stworzone, aby zobrazować filozofię Stirnera dotyczącą relacji społecznych. Zestawił on dwa pojęcia, które się wręcz wykluczają: "związek" i "egoistę". Pierwsze, jakby się mogło wydawać, wyklucza całkowity egoizm, gdyż, aby się związać w jakikolwiek sposób z człowiekiem musimy pójść w pewnych kwestiach na kompromis. Bycie egoistą natomiast oznacza niechęć do jakichkolwiek kompromisów. Jak pogodził to Stirner? Bardzo prosto. Stwierdził, że ludzie powinni wchodzić w relacje z innymi tylko dla własnych korzyści, a gdy uznają, iż dany związek nie przynosi im więcej szeroko pojętego zysku, powinni go rozwiązać bez żadnych konsekwencji.

To wszystko tworzy wizję świata bardzo zimnego, pozbawionego emocji, bez zasad. Dlaczego piszę o tym ponad 150 lat od śmierci Maxa Stirnera, ojca anarchizmu? Nawet nie dlatego, że jego poglądy są nadal bardzo żywe w niektórych kręgach. Piszę to, gdyż jego wizja świata się ziszcza. Widać to zwłaszcza w życiu rodzinnym. Rozwody stają się coraz bardziej powszechne, coraz więcej jest półsierot. Ludzie szukają tylko własnych przyjemności. I wpływa to także na mnie. Przestałem wierzyć w prawdziwą miłość "po grób".

Tak Filozofie, dokonałeś tego. Kolejna osoba zwątpiła w istnienie tego uczucia. Zwątpiła, że jest ktoś, która może ją pokochać aż do końca i trwać bez względu na okoliczności. Tym razem tą osobą jestem ja. Oczywiście widzę ludzi zakochanych, szalejących za sobą i nie mogę zaprzeczyć, że coś ich do siebie ciągnie. Jednakże jestem przekonany, że 99% tych ludzi się rozejdzie po kilku latach, jeśli nie miesiącach. Nie potrafię uwierzyć, że trafię na kobietę, z którą będziemy cząstką tego 1%, że nie zdradzi mnie ani razu przez całe życie i wątpię że zdołam swoje przekonanie zmienić...

Sic transit fides hominis...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Homo vero insula separata est.

Człowiek prawdziwie jest samotną wyspą. To zdanie streszcza moje doświadczenia z ostatnich kilku lat. Mam dość życia w wirtualnej rzeczywistości i naprawdę nie mogę pojąć ludzi, którzy dobrowolnie wybierają ten sposób "życia". Ja od około 2 lat próbuję znaleźć ludzi, którzy będą blisko i którzy mnie zrozumieją. Owszem, znam osoby, z którymi mam kontakt bardzo dobry, ale kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów ode mnie. Mam tego dość. Moja samotność przysparza mi niesamowitego bólu i, co najgorsze, ja nie mogę nic z tym zrobić. Przez tę przeklętą samotność zacząłem nawet tracić Wiarę... Człowiek jest z natury istotą społeczną, jest to jego stan naturalny, dlatego gdy ktoś jest z jakiegoś społeczeństwa wykluczany (np jest wyśmiewany w klasie i opuszczony przez nią), to cierpi niesamowicie i to cierpienie często prowadzi do samobójstwa. Ja na pewno nie popełnię tego czynu, ale wiem, że coś się musi zmienić.

Żyję nadzieją, że kiedyś, pewnego dnia zacznę żyć...




Rada dla wszystkich szczęściarzy mających Przyjaciół blisko siebie:

Gaudete, quoniam mente non capitis, quantum felicitatem habete!

(Cieszcie się, albowiem nie pojmujecie jak wielkie macie szczęście!)

środa, 15 grudnia 2010

Strona warta polecenia.

Na stronie Nowego Ruchu Liturgicznego natknąłem się na film przedstawiający relację z wydania książki Kapłan katolicki: wizerunek Chrystusa na przestrzeni 1500 lat sztuki pochodzący ze strony
www.romereports.com
Są na niej prezentowane filmy z wydarzeń, o których nie słyszy się w mainstreamowych mediach. Polecam wszystkim, którzy chcą być na bieżąco z tym co się w Rzymie dzieje.
Strona może być wyświetlana w języku angielskim lub hiszpańskim.

czwartek, 2 grudnia 2010

Z serii: ważne cytaty.

I've noticed that everybody that is for abortion has already been born.

(Zauważyłem, że wszyscy Ci, którzy popierają aborcję zdążyli się urodzić)

 Ronald Reagan

środa, 1 grudnia 2010

Jan XXIII jakiego nie znacie.

28 października 1958r. Rzym i świat usłyszeli te słowa:
Annuntio vobis gaudium magnum: habemus Papam,
Eminentissimum ac reverendissimum Dominum,
Dominum Angelum
Sanctæ Romanæ Ecclesiæ Cardinalem Roncalli
Qui sibi nomen imposuit Joannis vicesimi tertii
Tak oto został wybrany kolejny, dwieście sześćdziesiąty pierwszy Biskup Rzymu.  Jest znany wielu osobom, nie tylko katolikom (np luteranie obchodzą dzień Jana XXIII - reformatora Kościoła). Jest oceniany zazwyczaj w dwojaki sposób:
1) Jako wspaniały papież, który odczytując znaki czasu zwołał Sobór Watykański II, co było przełomowym momentem w historii Kościoła, gdyż odnowiono wszystko, nastała nowa wiosna, ludzie zaczęli rozumieć liturgię itd.itp.
2) Jako zły papież (wg niektórych wręcz heretyk), który zwołując Sobór Watykański II doprowadził do kryzysu Kościoła, który widzimy dzisiaj.
Jasno widać, że Jego krótki, bo pięcioletni pontyfikat jest oceniany przez pryzmat Vaticanum II, co jest zrozumiałe i właściwe. Jednakże głupotą byłoby uważać, że dzisiejszy stan Kościoła, to Jego wina. Przede wszystkim Uśmiechnięty Papież, jak często jest nazywany, miał zupełnie inną wizję ostatniego soboru, która została niestety bardzo wypaczona: zwołał go w celach pastoralnych (=duszpasterskich), czyli po to, aby w nowy sposób, bardziej przystępny dla człowieka drugiej połowy XX w. Obiektem zainteresowań soboru miało być przede wszystkim wyrażenie w nowy sposób niezmiennych prawd wiary. Ingerencja w sferę doktrynalną miała się ograniczyć do ewentualnego pogłębienia niektórych treści, ale wszystko zgodnie z Tradycją Kościoła. Niestety papież zmarł wkrótce po rozpoczęciu Soboru Watykańskiego II, który z pastoralnego stał się "superdogmatycznym".
Na zakończenie chciałbym zaprezentować bardzo ciekawy dokument, prezentujący poglądy Papieża na temat łaciny.


KONSTYTUCJA APOSTOLSKA „O PODNIESIENIU STUDIUM JĘZYKA ŁACIŃSKIEGO” OJCA ŚWIĘTEGO JANA XXIII, PAPIEŻA Z OPATRZNOŚCI BOŻEJ - JAN BISKUP, SŁUGA SŁUG BOŻYCH NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ

(L'Osservatore Romano Nr 4 z 24 lutego 1962 roku) *)

Mądrość starożytnych zawarta w pismach Greków i Rzymian, tudzież najwspanialsze pomniki nauki istniejących przed wiekami narodów musimy uważać za jakby jutrzenkę zwiastującą prawdę ewangeliczną, którą Syn Boży „Pan i nauczyciel łaski i prawdy, oświeciciel i przewodnik rodzaju ludzkiego” [1] ogłosił na tej ziemi. Ojcowie i Doktorzy Kościoła dostrzegli w tych najznakomitszych pamiątkach starożytnych czasów pewne przygotowanie dla dusz ludzkich do przyjęcia tych skarbów, które Jezus Chrystus „z nadejściem pełności czasów” [2] przekazał ludziom. Z tego to faktu jasno wynika, że w nowej rzeczywistości chrześcijańskiej nic nie zginęło, co powstało przed wiekami a było rozumne, sprawiedliwe, szlachetne i piękne.

Z tych też względów Kościół Święty otaczał najwyższą czcią pomniki mądrości, szczególnie języki greckie i łacińskie, które były jakby szatą starożytnej mądrości. Podobnie Kościół Święty skorzystał i z innych języków, które jaśniały w krajach Wschodu, zwłaszcza, gdy wiele wnosiły dla dobra ludzkości i kształtowania obyczajów; posługuje się nimi w obrzędach religijnych, przy tłumaczeniu Pisma świętego, a w niektórych krajach w chwili obecnej mają tę samą starożytną żywotność i tę samą moc obowiązującą.

Spośród starożytnych języków na czoło niewątpliwie wysuwa się ten, który najpierw rozwinął się w granicach Lacium, a stąd następnie tak bardzo przyczynił się do rozszerzenia imienia chrześcijańskiego na Zachodzie. Jak nie bez pomocy Bożej stało się to, że ten język zjednoczył w wielką wspólnotę narody pod władzą imperium rzymskiego, tak też stała się ta mowa językiem Stolicy Apostolskiej [3], a zachowana dla przyszłości związała różne narody Europy ścisłym węzłem jedności. Język łaciński z natury swojej był dostosowany do rozszerzania wśród różnych narodów każdego przejawu kultury ludzkiej: gdyż nie pobudzał do nienawiści, dla każdego narodu okazywał się łagodnym, nie sprzyjał żadnej ze stron, wreszcie dla wszystkich był drogi i przyjazny.

Nie można i tego nie doceniać, że język łaciński odznacza się jasnymi pojęciami i ścisłymi terminami, gdyż posiada „zwięzły, bogaty, rytmiczny sposób mówienia, pełen wzniosłości i piękna” [4], co jedynie prowadzi do jasności i pewności doktrynalnej. Z tych to przyczyn Stolica Święta zawsze okazywała troskę o staranne zachowanie języka łacińskiego i zawsze miała go w cenie, posługując się nim w wykonywaniu swego urzędu nauczycielskiego „jakby wspaniałą szatą zewnętrzną niebieskiej nauki i świętych prawd” [5] i jego też używali słudzy ołtarza. Duchowni mową Rzymian w łatwiejszy sposób mogą otrzymywać wiadomości Stolicy Apostolskiej i łatwiej się mogli porozumiewać między sobą.

Ten więc język, tak bardzo związany z życiem Kościoła „zdobyty był przez uczenie i posługiwanie się, nie tyle ze względu na wykształcenie czy literaturę, co ze względu na jego użyteczność religijną” [6]. Podkreślił to już niezapomnianej pamięci Nasz Poprzednik Pius XI, który idąc właściwą i rozsądną drogą w tej sprawie wskazał na trzy przymioty tego języka, tak dostosowanego do natury Kościoła: „Kościół, który rozciąga się na wszystkie narody i mający trwać aż do skończenia świata... z istoty swojej domaga się języka, który by był uniwersalny, niezmienny i szlachetny” [7]. Jeśli bowiem konieczną jest rzeczą, aby z Kościołem Rzymskim „zgadzały się wszystkie kościoły” [8] jakiegokolwiek obrządku, jakiejkolwiek narodowości i języka, gdyż właśnie nad wszystkimi i poszczególnymi kościołami jak i nad wszystkimi i pojedynczymi pasterzami i wiernymi” [9], to wydaje się rzeczą zupełnie odpowiednią, aby we wzajemnym porozumiewaniu się posługiwano się jakimś środkiem powszechnym i jednolitym, szczególnie między Stolicą Apostolską i kościołami obrządku łacińskiego.

Dlatego tak papieże, gdy chcą o czymś pouczyć narody katolickie jak i Urzędy Kurii Rzymskiej, jeśli załatwiają jakieś sprawy, lub sporządzają jakieś dekrety odnoszące się do wszystkich wiernych, zawsze posługują się nie innym jak tylko łacińskim językiem, aby w ten sposób usłyszany był matczyny głos przez niezliczone narody świata.

Wypada, aby Kościół posługiwał się nie tylko językiem powszechnym, ale także językiem odznaczającym się przymiotem niezmienności. Gdyby bowiem prawdy Kościoła katolickiego były podawane czy to w nielicznych, czy we wielu spośród zmieniających się współczesnych języków, które by pozostałych nie przewyższały swoją powagą, to staje się jasne, że treść tych prawd nie byłaby dostępna dla wszystkich ani w sposób dość ścisły, ani dość jasny, ze względu na różnorodność tych języków. Brak bowiem byłoby jakiejś stałej i wspólnej miary, z którą możnaby porównywać znaczenie wszystkich innych języków. Przecież w rzeczy samej, język łaciński przez długi czas chronił się przed różnymi naleciałościami, które życie codzienne zwykło było wprowadzać do słownictwa. Z tego względu trzeba ten język uznać za stały i niezmienny, gdyż nowe pojęcia, których domaga się postęp, tłumaczenie i obrona nauki chrześcijańskiej, już od dawna były ustalone i ugruntowane. Gdy wreszcie Kościół katolicki – jako że założony przez Chrystusa Pana – przewyższał od dawna swoją godnością wszystkie społeczności, to rzeczywiście głosił swoją sławę nie językiem potocznym, ale pełnego godności i majestatu.

Oprócz tego język łaciński „który możemy nazwać katolickim” [10], ponieważ został uświęcony ciągłym posługiwaniem się nim przez Stolicę Apostolską, wszystkich Kościołów matkę i nauczycielkę, ma być uważany za „skarbnice niezrównanej pomocy” [11] i za pewnego rodzaju bramę, przez którą każdy ma przystęp do prawd chrześcijańskich, już od wieków przyjętych [12], a także do wyjaśnienia pomników kościelnego nauczania. Język ten jest odpowiednim węzłem łączącym w sposób cudowny przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie można poddawać wątpliwości, że mowa i znakomite pisma Rzymian prowadzi do rozwijania i wykształcenia zdolności młodzieńców, zwłaszcza, że wtedy dojrzewają i doskonalą się władze rozumu i duszy; wtedy wyrabia się zręczność umysłu i zdolność trafnego wydawania sądów; wtenczas umysł młodzieńca zaczyna odpowiednio pojmować i oceniać, w końcu opanowuje poprawność myślenia i mówienia.

Z rozważania powyższych rzeczy dobrze rozumiemy, dlaczego papieże często i wiele z taką godnością podkreślali nie tylko doniosłość i pierwszeństwo języka łacińskiego, ale dopatrując się niebezpieczeństw wynikających z jego zaniedbania, wskazywali duchownym diecezjalnym i duchownym zakonnym na konieczność uczenia i posługiwania się tym językiem.

Powodowani tymi samymi przyczynami co Nasi Poprzednicy i Synody prowincjonalne, My także z całą stanowczością dokładamy się, aby studium tego języka ustawicznie postępowało naprzód.

W obecnych bowiem czasach w licznych miejscach posługiwanie się mową Rzymian zaczyna być przedmiotem sporu, a nadto wielu chciałoby wiedzieć, jakie stanowisko w tej sprawie zajmuje Stolica Apostolska.

Z tego też względu przypominamy i postanawiamy odpowiednimi wskazówkami zawartymi w tym wielkiej wagi dokumencie strzec tego, aby w całej mocy był zachowany stary zwyczaj posługiwania się językiem łacińskim, a gdzieby już prawie zanikał, tam należy go w pełni na nowo przywrócić.

Zresztą, jakie jest właśnie w tej sprawie Nasze zdanie, już jak nam się wydaje dostatecznie określiliśmy, zwracając się do studiujących język łaciński tymi słowami: „Należy ubolewać nad tymi, a wielu jest takich, którzy bez miary pochłonięci niezwykłym postępem nauk odrzucają lub ograniczają studium języka łacińskiego i inne nauki tego rodzaju. Tą samą pobudzeni koniecznością sądzimy, że trzeba naprzód kroczyć inną drogą. Im bardziej zakorzeni się w duszy ludzkiej to, co odpowiada naturze i godności ludzkiej, tym bardziej będziemy się czuli zmuszeni zdobywać to, co duszę uszlachetnia i przyozdabia, by nieszczęśni ludzie nie stali się podobnie jak wytwarzane przez nich maszyny, zimne, szorstkie i pozbawione serdeczności” [11].

Co zauważywszy, a równocześnie do głębi zastanawiając się nad tymi sprawami z pełną powagą i świadomością Naszego obowiązku, postanawiamy i nakazujemy to, co następuje:

1. Biskupi i najwyżsi przełożeni zakonów niech przedsięwezmą odpowiednie starania, aby już to w swoich seminariach, już to w swoich szkołach, w których przygotowują się młodzieńcy do kapłaństwa, wszyscy gorliwie przestrzegali zarządzenie Stolicy Apostolskiej w tej sprawie i okazywali jak największe posłuszeństwo tymże Naszym postanowieniom.

2. Ci sami przełożeni niech dbają z ojcowską troskliwością o to, by ci, którzy są wykształceni w nowoczesnych naukach nie odważyli się na własną rękę występować przeciwko językowi łacińskiemu czy to w nauczaniu głównych przedmiotów kościelnych, czy to w liturgii, ani z uprzedzeniem nie pomniejszali lub mylnie nie interpretowali dotyczących tej sprawy rozporządzeń Stolicy Apostolskiej.

3. W jaki sposób alumni, zanim rozpoczną ścisłe studia kościelne, mają być wykształceni w języku łacińskim przed odpowiednich nauczycieli i w odpowiednim czasie stanowią przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego (1364) i przepisy Naszych Poprzedników: „w ten sposób, aby w chwili, gdy rozpoczną studium głównych przedmiotów kościelnych... nie okazało się, że na skutek niezrozumienia wykładów nie mogli zdobyć pełnej wiedzy, nie mówiąc o tym, że nie będą mogli uczestniczyć w dysputach, w których tak bardzo kształtuje się zdolność młodzieńców do obrony prawdy” [15]. Będzie się to także odnosić do tych, którzy w późnym wieku zostali powołani do służby Bożej i na skutek tego bardzo mało, lub wcale nie oddawali się naukom humanistycznym. Nikomu nie powinno się pozwolić na studium filozofii czy teologii katolickiej, jak długo nie wykaże się, ze jest w tym języku wykształcony i posiada zdolność posługiwania się nim.

4. Postanawiamy, że jeśli gdzieś na skutek dostosowania się do programu obowiązującego w szkołach świeckich w jakiś sposób troska o język łaciński byłaby pomniejszona ze szkodą dla istotnego i solidnego wykształcenia, tam należy nauczanie języka łacińskiego uzupełnić w wymaganym stopniu. Każdy bowiem winien być przekonany o tym, także i w tej sprawie, że sumiennie trzeba się troszczyć o program nauczania instytucji kształcących księży nie tylko odnośnie do liczby i rodzaju przedmiotów, ale także w stosunku do tego, co dotyczy czasu nauczania. Gdyby zaś ze względu na czas lub miejsce należało uwzględnić jakieś nowe przedmioty, wtedy dla tej przyczyny albo przedłuża się okres studiów, albo wykłada się je w krótszym okresie czasu, albo wreszcie naukę tychże przerzuca się na inny czas.

5. Główne przedmioty kościelne, jak to było już często nakazywane, mają być wykładane w języku łacińskim. Jak nas bowiem poucza doświadczenie wielu wieków, język ten był najstosowniejszy przy wyjaśnianiu w sposób odpowiedni i przejrzysty najtrudniejszych i najsubtelniejszych zagadnień. Język ten został od dawna wzbogacony właściwymi i stałymi terminami, dostosowanymi do zachowania nienaruszalności wiary katolickiej, a także w wysokim stopniu nadaje się do uniknięcia niepotrzebnej wielomówności. Dlatego ci, którzy czy to na uniwersytetach, czy to w seminariach wykładają wyżej wspomniane przedmioty, mają się posługiwać językiem łacińskim i książkami pisanymi w tym języku. Tych, którzy nie są w stanie zastosować się do tych przepisów Stolicy Świętej z powodu nieznajomości języka łacińskiego, czy też na skutek brak biegłości w nim, należy stopniowo zastąpić profesorami, którzy są do tego zdolni. Konieczną jest rzeczą, aby trudności wynikające już to ze strony profesorów, już to ze strony alumnów były pokonywane przy życzliwym poparciu profesorów a z wielką stanowczością biskupów i przełożonych.

6. Język łaciński jest żywym językiem Kościoła. Dla zaradzenia więc wzrastającej z dnia na dzień potrzebie nowego słownictwa, a także celem wzbogacenia go nowymi, stosownymi i odpowiednimi terminami, dla dorównania ogólnym wymaganiom, zgodnie z duchem języka łacińskiego – jak to stosowali święci Ojcowie i najwybitniejsi pisarze, zwani scholastykami – nakazujemy Kongregacji dla Seminariów i Uniwersytetów, aby powołała do życia Akademię Języka Łacińskiego. Szczególnym zadaniem tego Instytutu, w którym zgromadzą się uczeni ze wszystkich stron świata, znawcy języka łacińskiego i greckiego – będzie to, aby – nie inaczej, jak akademie poszczególnych państw, ustanowione dla podnoszenia poziomu języka swego narodu – podobnie dbał o należyty rozwój języka łacińskiego, o słownictwo łacińskie; jeśli będzie tego wymagał konieczność, uzupełni nowymi słowami z właściwym dla nich znaczeniem i odcieniem. Zadaniem Instytut będzie prowadzić studium nad rozwojem języka łacińskiego w poszczególnych wiekach, przede wszystkim chrześcijańskiego. Na tych studiach mają zdobyć głębszą znajomość łaciny dla właściwego i poprawnego posługiwania się nią w mowie i w piśmie ci, którzy będą wykładać język łaciński w seminariach, kolegiach, układać dekrety, wyroki, prowadzić korespondencję w Kongregacjach, w Kuriach Diecezjalnych, w Zakonach.

7. Język łaciński był bardzo związany z językiem greckim naturalnym pokrewieństwem i wpływem dawnych autorów. Z tego też względu, jak to często nakazywali Nasi Poprzednicy, zachodzi potrzeba, aby do niego przygotowywali się w szkołach typu niższego i średniego ci, którzy mają zamiar stać się sługami ołtarza. Chodzi o to, aby, gdy mianowicie rozpoczną wyższe studia, a w szczególności, gdyby chcieli osiągnąć stopnie akademickie z Pisma świętego, czy świętej Teologii, niech łatwość w dojściu i solidnym zrozumieniu, już nie filozofów greckich, których nazywać się zwykło scholastykami, ale przynajmniej oryginalnych kodeksów Pisma świętego, liturgii i świętych Ojców greckich.

8. Tejże samej Kongregacji polecamy, aby program nauczania języka łacińskiego przez wszystkich najdokładniej był zachowany. Okaże się, że ci, którzy będą się trzymać tego programu osiągną doskonałe poznanie i biegłość w tej mowie. Tego rodzaju program, jeśli rzecz tego będzie wymagać, mogą wprawdzie inaczej sformułować zebrania biskupów, ale w żaden sposób nie mogą umniejszać, ani zmieniać natury tegoż programu. Jednakże ci sami ordynariusze niech nie usiłują realizować sowich uchwał jak długo nie będą one rozpatrzone i zatwierdzone przez Świętą Kongregację.

Wreszcie to, co Naszą Konstytucją postanowiliśmy, rozstrzygnęliśmy i oznajmiliśmy, nakazaliśmy, żądamy i rozkazujemy Naszą Apostolską władzą, aby to wszystko jako prawomocne i ugruntowane we wszystkich swoich częściach trwało i pozostawało, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia, chociażby godne szczególnej wzmianki.

Dane w Rzymie u św. Piotra, dnia 22 lutego 1962 r. w bazylice św. Piotra Apostoła, w czwartym roku Naszego Pontyfikatu



*) Tłumaczył z łaciny Ks. Prof. Jan Wieczorek – Opole

1. Tertull., Apol. 21., Migne, pl. 1, 394.
2. Eph. 1, 10.
3. Epis. S. Congr. Stud. Vehementer sane, ad Ep. universos, 1 iul. 1908: Ench. Cler., N. 820. Cfr. etiam Epist. Ap Pii XI. Unigenitus Dei Filius, 19 mar. 1924: A.A.S 16 (1924) 141.
4. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922: A.A.S 14 (1922) 452-453.
5. Pius XI, Moto Propio Litterarum latinarum, 20 oct. 1924: A.A.S. 16 (1924) 417.
6. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922: A.A.S. 14 (1922) 452.
7. Ibidem.
8. S. Iren., Adv. Haer., 2; Migne. PG 7, 848.
9. Cfr. C.I.C. Can. 218, § 2.
10. Cfr. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922 A.A.S. 14 (1922) 453.
11. Pius XII, Alloc. Magis quan, 23 nov. 1951: A.A.S. 43 (1951) 737.
12. Leo XIII. Epist. Encycl. Depuis le jour. 8 sept. 1899: Acta Leonis XIII, 19 (1899) 166.
13. Cfr. Collecio Lacensis, praesertim: vol. III, 1018 s. (Conc. Prov. Westmonasteriense, a. 1859); vol IV, 29 (Conc. Prov. Parisiense, a. 1849); vol IV, 149, 153 (Conc. Prov. Rhemense, a. 1849); vol. IV, 359, 361 (Conc. Prov. Avenionense, a. 1849); vol. IV, 349, 396 (Conc. Prov. Burdigalense, a. 1850); vol. V, 61 (Conc. Strigoniense, a. 858); vol. V, 664 (Conc. Prov. Colocense, a. 1863); vol. Vi, 619 (Synod. Vicariatus Suchnensis, a. 1803).
14. Ad Conventum interpat. „Ciceronianis Studiis provehendis”, 7 sept. 1959; in Discorsi Messaggi Colloqui del Santo Padre Giovanni XXIII, I, pp. 234-235; efr. Etiam Alloc. Ad cives dioecesis Placentinae Romam peregrinantes habita, 15 apr. 1959, L'Osservatore Romano, 16 apr. 1959; Epist, Pater misericordiarum, 22 aug. 1961: A.A.S 53 (1961) 667; Alloc. In sollemni auspicatione Collegii Insularum Philippinarum de Urbe habita, 7 ect. 1961: L'Osservatore Romano 9-10 ect. 1961: Epist, Iucuda laudatio, 8 decemb. 1961: A.A.S. 53 (1961) 812.
15. Pius XI, Epist. Ap. Officiorum omnium, 1 aug. 1922; A.A.S. 14 (1922) 453.
16. Epist. S. C. Studiorum, Vehementer sane, 1 iul. 1908: Ench. Cler. n. 821.
17. Leo XIII, Litt. Encycl. Providentissimus Deus, 18 nov. 1893: Acta Leonis XIII, 13 (1893) 342; Epist. Plane quidem intelligis, 20 maii 1885, Acta. 5. 63-64: Pius XII, Alloc. Magis quam. 23 sept. 1951: A.A.S. 43 (1951) 737.